„Mądre żywienie zdrowe pokolenie”

W ramach urozmaicenia oferty szkolenia praktycznego uczniowie naszej szkoły  uczestniczyli w programie edukacyjno - badawczym  „Mądre żywienie zdrowe pokolenie” koordynowanym przez Polskie Towarzystwo Dietetyki. Celem programu było przeprowadzenie badania wiedzy żywieniowej polskich uczniów, ocena ich stanu odżywienia oraz promowanie zdrowego stylu życia wśród młodzieży. Działania podjęte w ramach programu pomogą kształtować młodych, świadomych konsumentów oraz przyczynią się do opracowania rekomendacji w zakresie zasad racjonalnego żywienia i aktywności fizycznej dla współczesnej młodzieży. Udział w programie wzięły szkoły, które pragną promować zdrowy styl życia wśród swoich uczniów.

Dzięki udziałowi w programie szkoła:

  • Zaangażowała  się w inicjatywę o wieloletnim pozytywnym wpływie społecznym na zdrowie i nawyki młodego pokolenia Polaków
  • Włączyła się do sieci szkół, które wspólnie z ekspertami Polskiego Towarzystwa Dietetyki  promują zdrowy styl życia wśród swoich wychowanków
  • Przyczynia się do zmiany nawyków żywieniowych i stylu życia swoich uczniów, dbając o ich kondycję i zdrowie, dzięki wyposażeniu ich w praktyczną wiedzę, umiejętności i odpowiednią motywację
  • Otrzymuje inspirujące, przygotowane przez ekspertów programu scenariusze lekcji o zdrowym stylu życia oraz kreatywnym myśleniu, stanowiących doskonałe wsparcie dla nauczycieli chcących rozwinąć edukację prozdrowotną swoich uczniów

Udział w programie był także inspiracją do tematyki spotkań Koła Żywienia w którym uczestniczą uczniowie klas  Technikum Żywienia i Usług Gastronomicznych. Poniżej jedna z prac uczniów tego koła.

Od dziś  zaczynamy mądre żywienie

Jesteśmy uczniami bardzo sympatycznej szkoły średniej w pewnej uroczej miejscowości na Podkarpaciu.  Jest to kraina ludzi pogodnych ,pracowitych, mądrych i… długowiecznych. To właśnie tu, na Podkarpaciu, we wsi Harklowa żyje najstarsza mieszkanka Polski- pani Aleksandra Dranka. Niedawno obchodziła swoje 115 urodziny .Mimo swojego wieku emanuje radością życia , dobrym samopoczuciem, codzienną aktywnością. Podobnych, zacnych seniorów jest w naszym regionie więcej . I to właśnie zmusza nas, młodych ludzi do zastanawiania nad stylem życia, jego filozofią i sposobem odżywiania włącznie. Uważamy bowiem, że te trzy czynniki wzajemnie warunkują się i uzupełniają, stanowią o swoistej harmonii życia. Analizując „recepty na życie” naszych długowiecznych ziomków poczuwamy się , chociażby z racji profilu kształcenia  zawodowego, do wykreowania takich zachowań i zwyczajów ,  które pozwolą nam udzielić wskazówek i odpowiedzi na ten temat za 100 lat.

Zaczniemy od sfery żywienia . Okazuje się, że nasi seniorzy jadali posiłki raczej proste, niewyszukane, dziś nazywane regionalnymi. Znamy je dobrze. Są to potrawy z  mąki, takie jak tradycyjne pierogi, kluski z serem, kapustą, grzybami, z owocami z sadu i z lasu, rzadziej z mięsem, bo o ten surowiec wiadomo zawsze trudniej. W codziennym jadłospisie często i na różne sposoby pojawiały się kasze .Do tego dodajmy  chleb  święty – bo z własnych  pól zrodzony i żurki , pełne jarzyn barszcze. Jednym słowem najczęściej groch z kapustą- prawdziwie  kiszoną. Od czasu do czasu tylko pojawiała się „spyrka”, czy kawałek swojskiej , podkarpackiej kiełbaski. Owoce prosto z drzew lub suszone osładzały niełatwe , twarde życie. Twarde , bo pracowite, nie aktywne, bo  takiego słowa nie znano, po prostu pełne codziennego znoju ,trudu, troski o dużą rodzinę, zwierzęta, każdy następny dzień .I jeszcze jednego słowa nie  znano- stresu.  Stres  pojawił się dopiero w naszym słowniku -  ludzi XX wieku. Wcześniej nie brakowało tragedii i zmartwień, wojen i klęsk, ale nie było szaleńczego pośpiechu. Rytm dnia wyznaczał poranny pacierz, „Anioł pański,” wspólna modlitwa przy kolacji. Pory siewu i zbioru, lata, jesieni, zimy i wiosny nie odmierzano zyskiem z produkcji rolnej. To naturalny zegar bijącego serca rodzimej przyrody wyznaczał  człowiekowi kolejność obowiązków , prac i tradycji. Ta tradycja była i na szczęście jeszcze jest skuteczną nauczycielką życia  , czerpmy więc z niej mądrość sprawdzoną przez pokolenia, wracajmy do źródeł. Jeśli chcemy być pozornie nowocześni nazwijmy nasze zapasy wielopokoleniowych doświadczeń makrobiotyką. Ale słowo to  nie jest wynalazkiem współczesności. Wywodzi się z języka starogreckiego i oznacza  długie , naturalne życie. Mieści w sobie pewien specyficzny uniwersalizm, w którym zawiera się zarówno sposób życia jak i naturalne odżywianie, dzięki któremu człowiek może osiągnąć pełnię rozwoju biologicznego i duchowego. Tych pierwiastków nie można rozdzielać bo człowiek będąc cząstką kosmosu jest zarazem małą i wielką częścią Stworzenia. Włączmy się więc w tą prostą  filozofię odżywiania, ruchu, myśli, kultury i świadomości ekologicznej , w makrobiotykę-  po naszemu… Nie zagłębiając się w produkty  jin czy jang wybierzmy: całe ziarna zbóż w pełnoziarnistym pieczywie, kasze i płatki,  warzywa  i owoce z ogrodu, podkarpacki miód, mleko, mięso, ryby z naszych pięknych podgórskich rzek i potoków. Uwierzmy w jakość  matki natury, nie poprawiajmy jej solą, cukrem. Nie zabijajmy w niej życia zbyt długim gotowaniem , zbyt wysoką temperaturą. Niech najbogatszą spiżarnią będzie nasz ogródek a nie zamrażarka, chłodziarka. Niech strażnikiem świeżości zostanie czas , nie ocet czy benzoesan sodu. Rozejrzyjmy się – wokół tyle ziół na aromatyczne napoje, są nawet afrodyzjaki, więc dlaczego ograniczamy się do herbaty i kawy? Od dziś nie wspomagajmy radości alkoholem, dzielmy się nią z innymi na trzeźwo. Syntetycznych lekarstw przecież nie lubimy to sięgnijmy do „bożej apteki”. W zasięgu ręki jest cebula, czosnek, mniszek lekarski malina i czarny bez, kiszona  kapusta. Już sami nie wierzymy w ich skuteczność- tym bardziej warto powrócić do ich mocy. Czy łatwo nam zmienić dotychczasową konsumpcyjną mentalność? Czerpać z natury , nie z Lidla, Tesco, Biedronki? Nie będzie łatwo, wszak już w Księdze Rodzaju czytamy „ w pocie czoła żywność zdobywać będziesz”. Zauważmy ,że ów pot  czoła w pozytywnym świetle oznacza,  między innymi,   twórczy , szlachetny i pożyteczny wysiłek zdobywania żywności, aktywność fizyczną  poza dusznymi siłowniami czy aerobikiem, więc warto założyć własny warzywnik i sad .Posłuchajmy wewnętrznego głosu, który nam pomoże wybierać produkty, na które właśnie mamy ochotę, ale z najbliższego otoczenia, sezonowe, rodzime. Szanujmy ich naturalne wartości, nie wyrzucajmy bezmyślnie  do śmietnika. W miarę możliwości wykorzystujmy rośliny w całości: marchewkę, cebule, dynie, rzodkiew, ogórki,  jarmuż, brokuły, buraki , kapustę, sałatę, groch, fasole. Świat roślin udzieli nam mocy własnych liści, korzeni, owoców, łodyg i nasion. Chrupiące orzechy będą dobrą przekąską, owoce: jabłka, gruszki, morele, winogrona – deserem. Produkty pochodzenia zwierzęcego : mięso, jaja, ryby spożywajmy kilka razy w tygodniu. Nie pogardzajmy pracą fizyczną, niech stanie się dla nas codzienną gimnastyką, przyjemnym obowiązkiem  i radością, jak lekcje wychowania fizycznego.  Satysfakcja z takiego stylu odżywiania będzie tym większa, jeśli uda nam się uczynić go modą, zwyczajem, tradycją  przynoszącą efekty w sferze zdrowia fizycznego i duchowego. Być może , jako pokolenie, mamy jeszcze  szanse na życie długie i szczęśliwe, w harmonii z otaczającym nas światem. Skorzystajmy z tej szansy.

Teresa Radelczuk